LingRoom Blog

Najsilniejsza motywacja do nauki języka obcego płynie z serca…

Kiedy ostatnio jeździłam autostopem po Cyprze dokonałam pewnego odkrycia. Podczas przemiłych rozmów z gościnnymi Cypryjczykami okazało się, że dwóch z siedmiu kierowców, którzy mnie podwozili, mieli żony z Polski, jeden z Francji, a jeszcze jeden dziewczynę z Rumunii. Sama jestem żoną Rosjanina. Moja najlepsza przyjaciółka ma natomiast męża Włocha. Druga poznała męża w Gwatemali. Kolega obchodził niedawno ósmą rocznicę ślubu z uroczą Brazylijką. Żona sąsiada z naprzeciwka jest Kolumbijką. Na szóstym piętrze mieszka Marta z mężem z Indii. A jaka jest motywacja do nauki języka polskiego jednej trzeciej moich kursantów? Dziewczyny, mężowie, żony, narzeczeni z Polski! Zaczęłam się zastanawiać, czy tak było zawsze? Czy to dopiero nasz XXI wiek rozmył granice, przybliżył to, co oddalone i zatarł różnice kulturowe, uniemożliwiające zrozumienie siebie nawzajem? Po Internecie krąży obrazek przedstawiający dziewczynę i chłopaka po dwóch stronach globu, z komentarzem: „Gdzieś na świecie jest osoba idealnie pasująca do ciebie. Prawdopodobnie nigdy w życiu się nie spotkacie”. Myślę, że w obecnych czasach prawdopodobieństwo tego spotkania jest jednak coraz większe! Wszystko ma swoje dobre i złe strony, również globalizacja, pozwalająca dziś na odnalezienie swojej drugiej połówki na drugiej półkuli. Na naszych oczach tworzy się i rozwija owa specyficzna globalna kultura, dzięki której ludzie z różnych krańców świata posługują się tym samym kodem kulturowym i funkcjonują w obrębie znanych na całym świecie wzorców. Jednak na szczęście i dzięki Bogu różnice kulturowe wciąż istnieją i mają się dobrze, stanowiąc o cudownej, fascynującej różnorodności. Nie ma takiej siły, która zespoliłaby ostatecznie cechy poszczególnych narodowości. I dobrze!

motywacja do nauki języka obcego

Różnice kulturowe w obrębie rodziny wzbogacają ją i ubarwiają, mogą być jednak również powodem pewnych frustracji i konfliktów. Jakie są główne przyczyny nieporozumień w parach mieszanych? Przeprowadziłam małą sondę wśród znajomych par i chciałabym poniżej przedstawić kilka swoich spostrzeżeń.

Z moich obserwacji wynika, że małżeństwa polsko – włoskie kłócą się głównie na polu… kulinarnym! Jeśli zapytasz Włocha, czy jest głodny, ten najpierw zerknie na zegarek. Hmm… jest godzina 16.00, więc nie, jeszcze nie jestem głodny. Będę za godzinę. Cappuccino pite po godzinie 11.00? Herezja! Dwa ciepłe posiłki w ciągu dnia to świętość. Polskie żony Włochów twierdzą, że ich mężowie żyją, aby jeść, a teściowe spędzają na przygotowaniu posiłków połowę swojego życia. Polskie żony muszą dopasować się do świętych standardów kulinarnych lub przeciągnąć męża na stronę porannej jajecznicy i pierogów.

Jako żona Rosjanina i koleżanka wielu Ukraińców i Białorusinów mogę śmiało stwierdzić, że słowiańskie zwyczaje nie różnią się tak bardzo między sobą. Kuchnia, sposoby spędzania wolnego czasu, ulubione lektury… Jednak, co wydaje się oczywiste, pojawiają się różnice w pojmowaniu historii, polityki i geopolityki. Małżeństwa między Słowianami wymagają wiele cierpliwości i bardzo wielu przegadanych godzin na powyższe tematy, żeby móc w pełni rozumieć i szanować siebie wzajemnie. Słowianie są buńczuczni i bardzo patriotyczni, a nasza wspólna historia obfituje w trudne i niejednoznaczne momenty. Nasi znajomi śmieją się, że nigdy nie kłócimy się z mężem o to, kto pozmywa naczynia, czy o skarpetki zostawione na środku pokoju. Jednak kiedy pojawiają się tematy geopolityki… zaczynają latać talerze.

Większość znanych mi partnerek mężczyzn z Ameryki Południowej wymieniają liczne pozytywne cechy swoich drugich połówek, narzekają jednak na fakt, że są oni w większości przyzwyczajeni do „tradycyjnego” modelu rodziny, czyli oczekują pełnego zaangażowania partnerki w prowadzenie domu, przygotowywanie posiłków i wychowywanie dzieci, samemu nie angażując się zbytnio. Rozumieją punkt widzenia swojej ukochanej Polki, ale ciężko jest im przeciwstawić się nabytym przyzwyczajeniom.

Pary polsko – niemieckie mają problemy w kwestiach … organizacyjnych! Co to znaczy „zaraz wracam”, kochanie? „Zaraz” to pojęcie względne. Potrzebuję konkretów! W polskiej kulturze niewielkie spóźnienia są normalne. Ba, nawet wypada spóźnić się na imprezę do znajomych jakieś 15-20 minut, żeby dać czas gospodarzom na ogarnięcie przyjęcia. Nie wszyscy niemieccy partnerzy to rozumieją.

Ale gra jest warta świeczki! Pomimo wspomnianych problemów, wszystkie pary twierdzą, że owa różnorodność kulturowa wzbogaca związek i nadaje mu wyjątkowego charakteru. A jakie Wy macie doświadczenia? Czy zgadzacie się z powyższymi twierdzeniami? Prosimy o komentarze!

Sprawdź także: Przełamywanie barier językowych


Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, zarejestruj się na naszej platformie, abyśmy mogli dzielić się z Tobą najciekawszymi tekstami z bloga LingRoom

REJESTRACJA

Stwórz własną ofertę regularnych oraz tematycznych kursów językowych i rozliczaj się z LingRoom na zasadach B2B lub Umowy Zlecenia.b.

dołącz jako nauczyciel Dołącz jako uczeń